Skomentuj:
Komentarze (9)
-
Mam kurtkę puchową, do kolan (dzięki czemu mi nogi nie marzną), którą noszę chyba od początku liceum. Na temperatury rzędu -20 stopni jest po prostu niezastąpiona.
-
Zaznaczmy jeszcze, że w puchówkach najlepiej i tylko wyglądają dobrze dziewczyny szczupłe. Inaczej można sprawić że powinnyśmy podać sobie ręce z bożonarodzeniowym bałwankiem lub napompowaną ciotką Harrego Pottera.
-
mam puchówkę z Topshopu, w której rzeczywiście czuję się trochę jak siostra bałwana - ale na siarczyste mrozy jest niezastąpiona!
-
długo miałam uraz i nie mogłam się przekonać do puchowych kurtek, ale po zeszłorocznym zwiedzaniu Wiednia przy -15 stopniach kompletnie zmieniłam zdanie... Najważniejsze żeby nie było zimno i koniec, nic mnie nie obchodzi że wyglądam jak bałwanek :D Na trochę cieplejszą pogodę mam po prostu drugi płaszcz :)
-
ja tez kiedys uwazalam ze puchowce to zlo konieczne... dopoki pare lat temu mi sie nie przemarzlo :P
znaczy kurtki pochowe nadal uwazam za katarstrofe.. ale plaszcze - przez to ze sa dlugie jakos sie bronia (prawda, nie wszystkie)
w tym roku musialam sie pozegnac z moim 5cioletnim weteranem, ale juz zaopatrzylam sie w super plaszczyk puchowy w sOliverze... i nawet nie byl tak drogi...
mam nadzieje ze i ten posluzy mi kolejne piec lat :) -
Ja też do zeszłego roku nie mogłam się przemóc, ale kupiłam sobie beżową puchówkę, do pół uda, na kapturze ma futerko, a w talii pasek i pasuje i do obcasów i do płaskich kozaków. Jest elegancka i bardzo ciepła!
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX























