Kiedy myślę o bzie w perfumiarstwie, pierwszym skojarzeniem jest bez wątpienia Lanvin Éclat d’Arpège. To legenda, która od lat nie schodzi z list bestsellerów w drogeriach takich jak Rossmann czy Hebe. Dlaczego te perfumy o zapachu bzu są tak wyjątkowe? Marka Lanvin połączyła zielony liść bzu z liśćmi herbaty i peonią, tworząc kompozycję lekką, świetlistą i niezwykle czystą. To zapach idealny do biura i na co dzień, który nie dusi, a jedynie otula cię świeżą chmurką. Jeśli jednak szukasz czegoś bardziej odważnego i zmysłowego, koniecznie sprawdź Gucci Guilty w wersji Eau de Parfum. Tutaj bez gra główną rolę w sercu zapachu, ale w towarzystwie różowego pieprzu i soczystej mandarynki. To propozycja dla kobiet pewnych siebie, które lubią gdy ich zapach jest wyraźny i intrygujący. Te dwie propozycje od znanych marek to absolutne fundamenty, jeśli chcesz zacząć swoją przygodę z nutami bzu.
Dla fanek niszowej jakości i fotorealistycznych doznań mam dwie perełki, które biją na głowę wszystko, co do tej pory wąchałaś. Pierwsza to Aerin Lilac Path od marki Estée Lauder. Psikasz się tym raz i czujesz się, jakbyś stała pod samym krzewem bzu tuż po wiosennym deszczu. To zapach niezwykle elegancki, linearny i szalenie trwały. Drugim gigantem w tej kategorii są perfumy o zapachu bzu od Frederica Malle o nazwie En Passant. Stworzyła je sama Olivia Giacobetti i uchodzą one za najbardziej realistyczne oddanie woni bzu w historii perfumiarstwa. To luksus w czystej postaci, który ma tak silną projekcję, że wypełnisz nim każde pomieszczenie, do którego wejdziesz. Te zapachy to inwestycja w twoje samopoczucie – są tak radosne i świetliste, że natychmiast poprawiają humor nawet w najbardziej pochmurny dzień. Warto na nie polować, bo na skórze utrzymują się od rana do późnego wieczora.